|
Various Artists - "Tribute to SARCOFAGO"
Trafiło i na Brazylijczyków. Kiedy składa się hołdy wszystkiemu i wszystkim, im jak mało komu należy się taki trybut. Chyba zgodzicie się ze mną, że SARCOFAGO kultem było, jest i będzie! Nie widzę sprzeciwu i dobrze. 18 kapel postanowiło pochylić czoła przed tą świetną hordą i wzięło się za jej utwory, a co z tego wyniknęło - patrzcie poniżej. Spotykamy tu zespoły zarówno bardziej znane w podziemiu, jak i te mniej - m.in. z Brazylii. Z tych szerzej już rozpoznawalnych mamy choćby EXHUMED, CONQUEROR, IMPALED NAZARENE, ANGEL CORPSE i już to jest gwarantem jakości wykonania "piosenek" SARCOFAFO. Dobrze wypadły też SATYRICON, SEXTHRASH i MYSTIFIER. Z tych mniej otrzaskanych w underku na flasię zasłużyli LUSTFUL i DROWNED. Eee tam, wiecie co, nikt się właściwie nie "położył" i dlatego też przymusowego "anala" w wykonaniu sektora kibiców Dynama Kijów nikomu nie zaaplikuję. A jeśli już mam kogoś wskazać, to nieco bledziej wypadło IMPURITY. Kochacie SARCOFAGO, to ta płyta to dla was mus. Innym też polecam, he, he. (Marcin)
OBSTINACY "Demolition"
Pierwszy raz spotykam się z tą kapelą i jak nie trudno się domyślić, wiem o niej tyle, co kot napłakał. Coś tam jednak, po wysłuchaniu "Demolki" mogę wyskrobać. Otóż panowie upodobali sobie klasyczny death metal i z zapałem realizują swą pasję w dźwiękach. Jest dość brutalnie, ale nie za brutalnie, ciężko, ale mistrzami wagi "heavy" na pewno nie są, technicznymi wirtuozami również nie. Całkiem przyzwoite utworki w średnich rejestrach prędkości, na radar by ich wyłapali, ale jakiegoś gigantycznego mandatu, to by nie zapłacili. Klasyczny metal śmierci o korzeniach raczej europejskich, bez cienia oryginalności, na której pewnie jego twórcom zależy tyle, co na zeszłorocznym śniegu. Motywy i patenty znane z dziesiątków albumów z półki old school. Wokalista w miarę zrozumiały, perkusja porządna, tylko gitary mogłyby brzmieć trochę masywniej. Moi państwo naprawdę nie ma o czym się rozpisywać, ale od czasu do czasu można posłuchać bez cienia zażenowania. (Marcin)
BENIGHTED "Insane Cephalic Production"
Od jakiegoś czasu obserwuję we Francji po latach posuchy tendencję zwyżkową na polu metalu, a death i black metalu zwłaszcza. Obserwacje me potwierdza BENIGHTED, który także zasiedla rejony ludzików lubujących się w pełzających po ogródkach stworzonkach z chatą na plecach. Na tle swych pobratymców wypada nietuzinkowo, oj nietuzinkowo. Podstawą ich muzy jest brutalny death, ale gdzieś spotkałem się z określeniem ich stylu, jako violent death metal i zgadzam się z autorem w stu procentach. Jako, że oprócz typowo deathowych riffów, blastów i growli, Francuziki raczą nas patentami znanymi fanom siłowego h/c, czy power violence jak kto woli oraz krzyczanymi wokalizami. Żadnego tam pierdolonego rapu, deskorolek itp., a mocarne brzmienie, zdołowane gitary i trochę hardcoreowej rytmiki. Całość wypada naprawdę okazale i ekstremalnie, i trzyma się kupy. Liczne przetasowania tempa, świetne uzupełnianie się dźwięków wydobywających się z paszcz wokalistów sprawia, że album kopie po mordzie. Na minus wypada jedynie zaliczyć okazjonalne wycieczki w kierunku pasującej jak pięść do nosa melodii, czy solówki - po chuj wam one panowie, chcecie się przez nie dowartościować jako muzycy? Więcej grzechów nie naliczyłem i z czystym sumieniem, za aprobatą księdza proboszcza polecam wam tą ze wszech miar udaną pozycję. (Marcin)
GUTTURAL SECRETE "Artistic Creation With Cranial Stumps"
Krótki to materiał, to i recenzja będzie krótka. Mcd z czterema ochłapami amerykańskiej rzezi, jaką uwielbiam. Mega brutalnej, szybkiej, ciężarnej (tak 7-8 miesiąc na oko), pełnej przyspieszeń i dołujących zwolnień, przyprawionej odpowiednio zbasowanym soundem i kwikiem gościa, którego nie śmiałbym nazwać śpiewakiem. Nie mogło naturalnie zabraknąć składnika, który jest ważny w takiej muzie, niczym vegeta w zupie: groove, groove i jeszcze raz groove. Kłaniają się DEVOURMENT, INTERNAL SUFFERING, REPUDILATION i inni. A że to niby wtórne i już było milion razy? A pocałujcie wy mnie wszyscy w trąbkę, nikt wam tego nie każe słuchać, a ja i owszem będę, to lepsze niż szynka, ja wolę!!! (Marcin)
HORDE OF WORMS "The Uncreation"
Zmieńmy troszkę działkę zainteresowań i przenieśmy się do Kanady, bo i tam dzieje się przecież sporo ciekawego w kręgach metalistycznych. Jak przepastne jest podziemie i ilu jeszcze dobrych zespołów nie znam przekonuję mnie przypadek HORDE OF WORMS - kapeli podobno z wieloletnim stażem i paroma materiałami na koncie. Grunt, że w końcu wpadliśmy na siebie, he, he. Było to spotkanie bardzo (nie)miłe, bo Kanadyjczycy nie przywykli do płodzenia pięknych dźwięków, romantycznych suit i wyciskających łzy liryk. Zresztą, jak ma się za rodaków psycholi z BLASPHEMY czy REVENGE, to nie może być inaczej, bo Celine Dion i Bryan Adams raczej nie wchodzą w grę. Canadians są źli i przekuwają swą złość w iście diabelskie nuty. Nienawidzą wszystkiego co ma w nazwie "holy" i dają temu upust na "The Uncreation". Obskurny death/black zakorzeniony muzycznie i brzmieniowo w ubiegłej epoce stanowi trzon ich przekazu. Ale żeby do końca nie było tak straszno, to są i momenty (nie za długie) zatrzymania się, pozornego wyciszenia, akustyczne wstawki czy intra (np. tętent pędzącego konia). Jednakże to raczej rozpędzona maszyna panuje na tej płycie i polecam ją wszystkim fanatykom skór, gwoździ i pasów z nabojami. (Marcin)
Bloodbucket Prod., 1 Anglesey Blvd. Suite B, Islington, Ontario, Kanada M9A 3B2
.
EIDOMANTUM "Old Blood" (demo03)
Dawno panie nie było u nas nic sthrashnego, ups thrashowego. Pora to zmienić i possać trochę starej szwedzkiej krwi. Już tytuł tego demosa nie pozostawia wątpliwości w jakich klimatach będą się obracać ci młodzieńcy. Za punkt honoru postawili sobie złożenia hołdu legendarnej scenie sprzed dwóch dekad, hordom jakie wówczas się panoszyły , zwłaszcza w Europie. A co im z tego wyszło? 4 kawałeczki prostej jak budowa cepa muzyczki, łatwo wpadającej w ucho i zajebistej do trzepania bańką. Łza się w oku kręci, przypominają się lata świetności, takich tuzów jak SODOM, KREATOR czy DESTRUCTION, bo właśnie w takim kierunku zmierza EIDOMANTUM, tylko nieco przyspieszając i okraszając małą dozą czarnej polewki. Szarpane riffy, ostre, przeszywające uszy sola, przepity wokal, perkusja "ładnie" wystukująca rytm, cienia oryginalności, czy nie daj Szatanie artyzmu. Kurde, aż mi się piwka zachciało. To na razie, lecę do sklepu. (Marcin)
DEEDS OF FLESH "Reduced To Ashes"
Część starych death maniaków zapewne krzyknie: "już gdzieś widziałem ten tytuł" i nie będzie w błędzie. Ładnych parę lat wstecz identycznie nazwał swoje pierwsze demo inny zabójczy amerykański band VITAL REMAINS. Jakby nie patrzeć to DEEDSI dorobili się już piątego krążka, a to nie byle jaki dorobek. Wypracowali swój łatwo rozpoznawalny styl, który wielu stara się z gorszym lub lepszym skutkiem kopiować. Nie jest to proste, bo DOF ma w swych szeregach wyśmienitych instrumentalistów i nie zamierza iść na łatwiznę przy tworzeniu riffów. Dlatego też łamie je, kręci, zawija, urozmaica jak tylko może, nie rezygnując zarazem ze swej brutalności. Jeśli lubicie kapele, które w obrębie jednego utworu grają 3-4 patenty, to zapomnijcie o DOF. Kurwa na tej płycie jest wałek, który ma prawie 12 minut i praktycznie żaden riff się nie powtarza! Kolesie z INCRIMINATED z tej tylko "piosenki" mogliby wziąć motywy na 500 swoich kolejnych płyt, tylko najpierw ktoś musiałby im nastroić gitary, a ktoś inny nauczyć grać. Tempa zmieniają się równie gęsto, oprócz blastów, mamy i wolniejsze pochody, a nad całością rozbrzmiewają potężne growle i miejscami wrzaski. I wbrew pozorom nie jest to cd z cyklu "muzycy muzykom", a dająca po dupsku brutal death metalowa jazda, made in Unique Leader. A wkrótce ma ukazać się nowe dzieło Jacoby'ego i spółki i nie wiem jak wy, ale ja na bank je sobie zapodam w odpowiednich dawkach. (Marcin)
P.O. Box 6544, Los Osos, CA 93412, USA.
BARBARITY "The Wish To Bleed"
Mały skok do krainy, w której Wołodia Putin jest półbogiem, czyli Mateczki Rosji. Barbarzyństwo to straszne nie jest, ale i kompletną ramotą bym tego nie nazwał. Ot nie za szybki, ale i nie nazbyt walcowaty metal śmierci, z upodobaniem przez większość czasu toczący się w średnich prędkościach. Jest przyzwoita dawka brutalności, ale bez przegięć w którąś ze stron. Rosjanie bardziej skłaniają się w stronę klasyki gatunku, nie mają zatem raczej ambicji tworzenia arcyoryginalnych dźwięków, ba, o oryginalności to możecie zapomnieć. Nadmiernie to mi krew z uszu nie poszła, pomimo ich usilnych życzeń i starań. Parę razy nawet ziewnąłem. Kapelka, jakich mamy na pęczki. Można posłuchać, ale nic nie stracicie jeśli ją pominiecie. (Marcin)
CARNAL DIAFRAGMA/PULMONARY FIBROSIS - split CD
Splicik dwóch grindowych załóg. Odpowiednio CARNAL DIAFRAGMA to skupina czeska, a PULMONARY FIBROSIS zasila trójka Żabojadów. CD znałem już z pełnej płyty, opisywanej parę numerów wstecz i wiedziałem, czego mniej więcej się spodziewać i to właśnie dostałem. Grindcore zagrany z jajami (odpowiednio brutalny i szybki) i jajem (teksty). Dwa wokale - tradycyjnie growl i krzyki, które akurat generuje pan obsługujący gitarę tworzą fajną miksturkę. Nie żeby to zaraz było jakieś oryginalne granie, nic z tych rzeczy, ale w kanonach gatunku wypadają co najmniej przyzwoicie, a nawet powiedziałbym dobrze. Nazwa PF też mi się obiła o uszy, a chyba i jakiś inny splicik miałem okazję posłuchać. Nieważne, skupmy się na tym, o czym mowa, czyli kawałkach, jakie zamieścili na tym składaku. Grają odmiennie od Czechów, numery są krótsze, bardziej chaotyczne, nastawione na napierdol, ale wbrew pozorom trzyma się to kupy, a i potrafi nierzadko zaskoczyć np. zwolnieniem tu i ówdzie. Są też, jakże charakterystyczne dla tego gatunku tempa "umpa-umpa", uwielbiane przez grindowców na całym świecie, a żeby nie było nudno to Guillame wypluwa z siebie różnego rodzaju charkoty i rzężenia. W temacie coverów mamy MALIGNANT TUMOUR i REGURGITATE. Całkiem milusi to cedeczek. (Marcin)
Cataleptic Remains Prod., Guillame Bery, Fromenteau, 37290 Yzeures-Creuse, Francja.
STUMP FUCKING "Stump Fucking"
Średnio pamiętam w jaki sposób wszedłem w posiadanie tej płytki. Coś mi się kołacze po łbie, że na Obscene Festival (to było tam i to wiem na bank) w nocy będąc w stanie nieważkości otrzymałem ją od innego "kosmonauty" do recenzji, prawdopodobnie był to muzyk STUMP FUCKING, ale kto to może wiedzieć. Nic to, jak dali, to trza coś napisać, nie? Kurde, opisuje właśnie trzeci z rzędu band z automatem, wprowadzono jakieś embargo na perkusistów, czy co. Pierwsze co zwraca uwagę, to okładka, na której to jakiś miły rolnik dzierży w jednej dłoni widły, a drugą wkłada krowie w dupę (na odwrocie ciąg dalszy tej "historii"). Nie wiedzieć czemu, ale to i sam początek płyty (mroczne dźwięki przeplecione muczeniem krowy) utwierdziło mnie w przekonaniu, że do najpoważniejszych tych Szwajcarów zaliczyć nie mogę. Grunt, że i muzycznie mają coś do powiedzenia, bo bałem się, że będzie nie śmiesznie, a żałośnie. W biografii napisali, że grają grindcorea, ale ja tutaj zdecydowanie słyszę więcej death metalu. Brutalnego, w przeważającej części szybkiego (chociaż nie uczynili z tego reguły), z dwoma wzajemnie się uzupełniającymi krzykaczami. Death metalu dodam w amerykańskim stylu, a jeśli chodzi o grind to chyba głównie chodziło o partie wokalne - te skrzecząco-wrzaskliwe, jakie uskutecznia jeden z piosenkarzy. Całkiem niezły to stuffik, ale żebym popuścił z wrażenia, to bym nie powiedział. (Marcin)
Laure Simeon, 118 rte de St-Julien, 1228 Plan-Les-Ouates, Geneva, Szwajcaria.
"Necromance CD Sampler volumen 2" - kompilacja
Nie przepadam za składankami. Toleruję je jedynie wtedy, gdy wynajduje na nich jakieś nowe, niszczące kapele, o których nagrania muszę się niezwłocznie postarać. Hiszpańska wytwórnia Necromance Records wydała już drugą (pierwszej nie widziałem na oczy) taką kompilacyjkę, która przynosi ponad 70 minut muzyki. W sporej części zamieszczone na niej zespoły są doskonale znane (komu, jak komu): WACO JESUS, STRANGULATION, polskie DEFORMED (w dwóch odsłonach) i PERVERSE, INGROWING, ISACAARUM, NEURAL BOOSTER, GUTTED (to Węgrzy, a nie Polacy wy hiszpańscy geniusze). Z rzeczy mi do tej pory nieznanych moją uwagę zwróciły: hiszpański FORENSICK - brutal death o pewnym potencjale, przydałoby się tylko posiedzieć na próbach z pałkerem, żeby równiej grał; PSYCHOFAGIST - zakręcony death z Włoch; GREENFLY - decior w starym, dobrym stylu, w składzie patolodzy z HAEMORRHAGE; THORNESBREED - Niemcy udowadniają, że i oni mogą przygrzać ekstremalnym death/blackiem; Obojętnie przeleciały mi koło ucha ABSORBED, TERRORIST, CENSORED, CEPHALIC; FEAR ABSOLUTE. Bidy z nędzą właściwie nie odnotowałem, może poza ERED - "natchnionym" niby to black metalem. Ślijcie do nich swe materiały, może się spodobają i załapiecie się na następną część samplera - zawsze to jakaś promocja. (Marcin)
Necromance Records, Apdo. de correos 234, 38320 La Cuesta/SC de Tenerife, Hiszpania.
"Neuroeraser" - kompilacja CD
Mamy i następny składankowy cd-r. Jak dumnie na okładeczce obwieszczono zawiera 100% włoskiego undergroundu i jeśli to prawda, to szczerze współczuję włoskim metalowcom. Syf, kiła i mogiła! Żenada wymieszana z badziewiem w proporcjach 50/50. Nie wiem, kto był odpowiedzialny za dobór kapel, ale powinno się go za to pozbawić jaj i dożywotnio prawa głosu w jakimkolwiek temacie. Z autopsji wiem przecież, że i makaroniarze mają kilka dobrych grup, a tu taka porażka. I jeszcze to ostrzeżenie: uwaga ekstremalna muzyka! To miał być kurwa żart? Zajebiście śmieszny. Partycypowało w wydaniu tego kilka firm i za totalne bezguście powinno się ich siedziby zrównać z ziemią, a szefów wsadzić na dożywocie do więzień o zaostrzonym rygorze. Nie byłem w stanie żadnego z 16 (są też trzy równie wybitne bonusy na mp3) zamieszczonych tu kawałków wysłuchać do końca, a to już świadczy o poziomie tejże kompilacji, a jest on zawarty w tytule pieśni LADY PANK "Mniej niż zero"! Szkoda miejsca i czasu na przytaczanie nazw popłuczyn po zespołach tu obecnych. Muszę chyba wpaść do babki, ona ma piec, a tam jest miejsce tej płyty. (Marcin)
MASSMURDER "Slaughtered For Snuff"
Tak prawdę mówiąc nie ma się o czym rozpisywać. Nie to, że by było to jakieś wybitne gówno. Rzecz w tym, że takich grup jest na pęczki. Poprawnie zagrany brutal death metal w amerykańskim stylu, kojarzący mi się ciut z naszym HATE sprzed kilku lat, może odrobinę szybszy i na pewno z brutalniejszym, niższym wokalem. Brzmienie trochę przytłumione, przez co odbiera muzyce właściwego kopa. Goreowa otoczka, spora dawka ekstremy, ale bez większych uniesień. Są lepsze holenderskie formacje. Tyle. (Marcin)
V/A - "Tribute to POSSESSED"
Tributów ciąg dalszy, tym razem wzięto na warsztat kultową amerykańską hordą POSSESSED. Kultową, ale mam wrażenie, że w naszym kraju średnio znaną i rzadziej wymienianą w przypadku inspiracji u młodszych grup obok SLAYERA, VENOM, KREATORA czy BATHORY. Bez dwóch zdań stawiała podwaliny pod tworzący się death/thrash i szacunek się jej należy. Tak się szczęśliwie złożyło, że wzięły w niej udział klasowe zespoły, a nie jakieś tam trzeciorzędne szwedzkie zespoliki, które pasjami zapełniany albumy z cyklu "w hołdzie" powodując u mnie odruch wymiotny. Zabawę zaczyna SADISTIC INTENT z "The Exorcist" z gościnnym udziałem Jeffa Becerry - numer ten mogliśmy już usłyszeć na recenzowanej przeze mnie Epce Amerykanów. Zresztą kilka innych wersji też już powinniście znać choćby te w wykonaniu CANNIBAL CORPSE, VADER, ANGEL CORPSE. A mamy tu jeszcze takie tuzy, jak m.in. SINISTER, HOUWITSER, PENTACLE, ABSU czy GOD DETHRONED. Z czystym sumieniem, o ile go posiadam, mogę powiedzieć, że nikt nie dał ciała, wszyscy dali radę, mniej lub bardziej wpasowując się w klimat POSSESSED. Najmniej podoba mi się to co zrobił DIABOLIC, ale to pewnie dlatego, że nigdy nie darzyłem tej kapeli specjalną estymą. Brzmieniowo wygląda to różnie (najsłabiej wypada wspomniany DIABOLIC), bo utwory nagrywano podczas rozmaitych sesji. Niemniej jednak warto zapoznać się z tym składakiem, jak również poszukać oryginału, o ile ktoś go jeszcze nie zna. Do ciebie mówię nastoletni fanie VADERA, zobacz na kim wzorowali się twoi idole. (Marcin)
ONANIZER "Too Good To Be True"
ONANIZER powinien być znany bywalcom Obscene Extreme Festival, a tym którzy nie mieli okazji na swoje nieszczęście uczestniczyć nigdy w tej zajebistej imprezce podam kilka informacji. Od dawna wiadomo (komu, jak komu, ale ja to wiem), że ci to raczej do najzdrowszych nie należą - wystarczy rzucić okiem na nazwę, okładkę (jakaś "przepiękna" panienka w różnych zestawieniach kolorystycznych), tytuły kawałków (m.in. po czesku, angielsku, turecku czy japońsku), podupcone teksty (polecam zwłaszcza "Bass Fuck") lub zdjęcie we wkładce na którym stoją wśród grupy azjatyckich turystów... A grają oczywiście grindcorea robiąc sobie przy okazji niewąskie jaja, ale i z przytupem, że tak powiem. Szybko, brutalnie, z wrzeszczanymi wokalizami. Jest też parę bonusów: kawałki live w wersji audio i video (2 różne gigi z Austrii), w części multimedialnej również fotki zespołu. Popierdolony grind ale zagrany z pomysłem. (Marcin)
onanizer@hotmail.com
KATAPLEXIA "Catastrophic Scenes"
Może niektórzy z Was pamiętają, że w jednym z numerów recenzowałem fińską grupę DEEPRED. Jeśli nie, to przypomnę, że prezentowała ona średnio udany death metal i nie wzbudziła we mnie większych uniesień. Wspominam to, bo jeden z jej członków (notabene Brazylijczyk z pochodzenia) senior Rodrigo powołał jakiś czas temu do życia kolejny zespolik. Wydał nawet płytę, której szczerze mówiąc nie miałem możności wysłuchać, po czym dokoptował dwóch swoich rodaków (mieszkając cały czas w Finlandii) i w takim składzie osobowym popełnili drugi albumik - bo to raptem 25 minut muzy. Pod swe opiekuńcze skrzydła przygarnął ich "Gnijący Dave" z Xtreem Records. Muszę stwierdzić, że KATAPLEXIA poda mi się bardziej od DEEPRED, a top z tej racji, że nie posiłkuje się osłabiającymi melodiami, które były na porządku dziennym w tym drugim. Fińscy Brazylijczycy poruszają się w rejonach odkrytych kiedyś przez takie bandy jak np. SUFFOCATIOn czy PYREXIA. Nie ulega wątpliowści, że to nie ten poziom ani umiejętności, ale trio radzi sobie nienajgorzej. Brutalny death z odpowiednim ładunkiem groove, średnio-szybkie prędkości, warchlak przy mikrofonie, flażolety i tego typu sprawy. Wszystko to już było w milionach konfiguracji, z lepszym brzmieniem (to tutaj jest trochę przyduszone, "zamglone"), ale można posłuchać. Te 25 minut jest idealnym rozwiązaniem, bo kolejne 10-15 minut byłoby zwyczajnym przegięciem pały, gdyż utwory są mocno do siebie podobne i z dłuższym czasem trwania prowadziłyby do odruchu ziewnego. (Marcin)
CINIS "Vile Angel"
Białostocki CINIS działał kiedyś pod nazwą CINERARIUM, by po kilku latach paść i niedawno się odrodzić pod nowym szyldem. Przyznam się, że to moja pierwsza styczność z tym zespołem, mimo, że tamtejszą scenę znam całkiem nieźle. "Vile Angel" zaczyna się od krótkiego intro by wraz z numerem dwa na wyświetlaczu zapodać nam trzy porcje death metalu. Niczym szczególnie mnie nie zaskoczyli, ale i niczym większym nie zniesmaczyli. Przyzwoicie odegrany metal śmierci ten bardziej europejski, ani za brutalny, ani za "miętki", taki trochę vaderopodobny, nawet wokalnie momentami kojarzy mi się z Peterem. Nie jest to jakaś jawna zżyna, jak kiedyś uczynił DECAPITATED, a jedynie odnośnik do jakiej kategorii można zaliczyć CINIS. Z brzmienia osiągniętego na tym stuffie (nagrań dokonano pod okiem Pierścienia z INCARNATED w jego studiu) powinni być zadowoleni. Zespół jakich na całym świecie na pęczki, ale dla swojej przyjemności to niech sobie grają, a co tam. (Marcin)
cinis@vp.pl
ANAL VOMIT "Demoniac Flagellations
Ta recka będzie nie za długa, nie za krótka, lecz w sam raz, że zacytuje bluźnierczą pieśń z dzieciństwa. ANAL VOMIT pochodzi Peru - kraju który nie może pochwalić się jakąś porażającą ilością zespołów. Jednakże muza jaką wykonują przypadła mi do gustu, a jest nią stary death/black w klimatach SARCOFAGO czy krajan z MORTEM. Niezbyt skomplikowany, nadrabiający entuzjazmem, profanujący wszystko co święte. W miarę proste, raczej szybkie pociski, wyryczane w dwóch językach - po angielsku i hiszpańsku. Peruwiańczycy nie silą się na jakąś tam oryginalność, czy odkrywanie nowych horyzontów, łupią swoje, co najwyżej wrzucą jakąś solówkę. Na dodatek mamy dwa coverki - "Antichrist" SEPY i drugi, bliżej mi nieznanego MORTUORIO. Najważniejsze, że mam przyjemność z obcowania z ANAL VOMIT. (Marcin)
analvomit@hotmail.com
DEEP VEIN/ BLOODY SIGN/ OPPRESSION - split tape
Co prawda ukazało się to jako split kasetowy, ale monsieur Skowron podesłał mi to w formie CD-R (jak sam napisał ułatwia to wymiany) - podobnie rzecz się miała z "Obscure Infinity", a o czym zapomniałem nadmienić. Trzy formacje - odpowiednio dwie pierwsze to rodacy Gabriela, a ostatnia ze Szwecji się wywodzi. Jeśli chodzi o DEEP VEIN to aplikuje się nam trzyutworowy zastrzyk metalu śmierci w klimatach amerykańskich, ale wasze oczy powinny się zwrócić w kierunku bogów z IMMOLATION, INCANTATION, etc., a nie dzisiejszych brutalistów. Sporo wolnych przytłaczających partii, dobra robota wykonana przez basistę, growl momentami wspierany przez skrzek, ogólnie duże umiejętności muzyków sprawiają, że słucha się tego z nieskrywaną przyjemnością. BLOODY SIGN już kiedyś gościło w mym odtwarzaczu za sprawą jakiegoś demo czy promo. Nie muszę chyba przypominać, że i te dwa kawałki wywodzą się z death metalu, ale w porównaniu z DEEP VEIN bardziej "przebojowego", z dozą czarciej polewki i łykiem melodyjności. Większych zastrzeżeń nie mam, ale nic nie poradzę na to, że kręcą mnie bardziej brutalne wyziewy. OPPRESSION to raczej thrash niż death, ale thrash jaki lubię, zagrany z pazurem i jajami. Ostre, szarpane riffy, odpowiednio "wymierzona" chwytliwość, krzyczane wokale (fajne chórki) - skłaniam się ku stwierdzeniu, że Szwedzi optują raczej za amerykańskim sposobem na thrash (oczywiście nie mam na myśli nowomodnego gówna, ale klasykę z Bay Area i okolic - stare EXODUS, TESTAMENT, SLAYER) niż europejskim. Niektóre zaśpiewy wyraźnie wskazują na inspirację Tomem Arayą. Zdarzają się i motywy znane z dorobku zespołów w rodzaju D.R.I. czy S.O.D. Nie pozostaje mi nic innego, jak zarekomendować Wam ten split. (Marcin)
"BRUTAL VOMIT COMPILATION"
Ten składaczek Marcin z "Brutal Vomitzine" wypuścił w formie CD-R (nie dodanego do żadnego numeru) i zaopatrzył opócz kserowanej wkładki w mini-książeczkę formatu zeszytowego, zawierającą podstawowe informacje o kapelach, które się znalazły na płytce, a nawet w paru przypadkach teksty, jakie popełnili do tychże utworów. Nie potępiam takich wydawnictw, bo mimo, że nie znajdziemy tu jakichś niepublikowanych nagrań - wszystkie pochodzą z konkretnych, wydanych wcześniej materiałów - to mogą spełniać pewną rolę edukacyjną dla młodych adeptów, nie obytych jeszcze w podziemiu, a także informacyjną w sensie "co w trawie piszczy", jeśli trafią poza granice naszego kraju, gdyż porażająca większość to polski wychów. Edytor "Brutala..." preferuje brutalną muzę i taką właśnie otrzymujemy - głównie grind z pochodnymi (punk, crust) oraz death metal - m.in. PARANOIA, SOULESS, PUTRIDITY, DEAD INFECTION, THRONEUM, TOXIC BONKERS. Dla odmiany jest też thrashowy BLOODTHIRST w jednym numerze - najdłuższym na płycie. Z mniej znanych (przynajmniej ja ich dotąd nie słyszałem) mamy punkowy NO SE (nic ciekawego) oraz THEDEAD (jakiś cyber noise?). Trzech przedstawicieli obcych landów to AGATHOCLES, niemiecki crust/grind STERBEHILFE (dość marny) oraz amerykański SMOTHERED BROTHERS (cyber grind, całkiem niezły zresztą). Natomiast zmarnowaniem miejsca jest zamieszczenie "wybitnej" hordy NOBILITAS NIGRA - poziom barów mlecznych. Blisko 80 minut muzyki, większość zespołów otrzymała możliwość pokazania się w więcej niż jednej odsłonie. (Marcin)
Marcin Rozpendek, Napierskiego 6/55, 94-056 Łódź.
FOUR SEATS FOR INVALIDES "Defy"
Najświeższy materiał to może nie jest, ale jeśli dopiero teraz dostałem go od Toma z Cephalic Records, to nie odmówię mu kilku zdań. Z F.S.F.I. miałem już parokrotnie styczność w przeszłości, bo to nie nowicjusze, a "Defy" jest ich trzecią pełnometrażową płytą. Nie łatwo ich jednoznacznie zaklasyfikować do jakiegoś jednego gatunku. Na pewno fundamentem jest death metal, ale do niego, jak do przysłowiowego kotła nawrzucano różnorakie składniki w rozmaitych proporcjach: grind, thrash, core, elementy techno/industrialu (na początek poszczególnych numerów), zabłąkaną trąbkę ("Corrosive"), ale wszystko ze sobą niezgorzej koresponduje (nie każdemu się to udaje) i nie ma większych zgrzytów. Do tego dwóch wokalistów i programowana perkusja (kiedyś był żywy pałker, ale od jakiegoś czasu ciągną z maszynką). Całkiem zakręcony to materiał, nie tracący specjalnie przy tych wszystkich komponentach na brutalności, ale raczej nie będę go namiętnie słuchał. Na świecie jest mnóstwo grup wytwarzających popierdoloną muzę, a FOUR SEATS... w moim prywatnym rankingu nie jest w ich czołówce, co nie zmienia faktu, że wy spokojnie możecie się z nimi zapoznać. (Marcin)
Cephalic Rec., Tom Krbec, Komoranska 3119, 43401 Most, Czechy
DISINTERMENT "Graveyard Fornication"
To również przyszło w przesyłce od Toma. Debiut amerykańskiego DISINTERMENT przynosi death metal, brutalny death metal, w wydaniu jakie bardzo często słychać w moim domu. Nie są żadnymi mistrzami w tym co robią, znam wielu lepszych od nich, ale siary też nie robią. Pochodzą z Kansas i zapewne gdyby Dorotka żyła byłaby ich zagorzałą fanką, a Lew potrzepałby grzywą (pamiętacie "Czarnoksiężnika z Oz"?). Tworzą dość "tłuste" kawałki, pełne rwanych riffów, gładko przechodzą od szybkich napierdalanek w wolniejsze, ale ciężkie pochody. Może za bardzo nie mieszają, ale i monotonii większej też nie dostrzegłem, no może Matt mógłby bardziej pokombinować ze swoim wokalem, a nie ryczeć tak jednostajnie, z rzadka wspomagany skrzekiem. Brzmieniu też nie mogę nic zarzucić, jest dokładnie takie, jakie powinno być, żeby uzyskać właściwą brutalność i ciężar, a okładka i teksty takowoż wpisują się w obowiązującą stylistykę. Co by nie było za krótko, to dodano utworki z demówki z 2003r.. "Graveyard Fornication" powinno się spodobać fanom LIVIDITY, WACO JESUS oraz starszego FLESHGRIND. (Marcin)
GRENOUER "Try"
Bardzo rzadko goszczą na naszych łamach zespoły z Rosji. Nie wiem dlaczego, ale naprawdę prawie nic nie przychodzi do nas z tamtych rejonów, a i samemu niewiele udało mi się wygrzebać. To dziwne, zważywszy na to, że GRENOUER, jak wynika z biografii istnieje dobre kilkanaście lat i zaczynało od grania brutalnego death metalu. I jak dla mnie mogło przy nim pozostać, bo to co obecnie pogrywa niespecjalnie do mnie przemawia. Ciężko to jasno i precyzyjnie określić, sami mówią o modern tech metal, ale mnie to kojarzy się bardziej z nu-metalowymi potworkami, a tego nienawidzę. W miarę ciężkie gitary, ale te riffy jakieś takie nowosepulturowopodobne. Wokal głównie charkotliwy, ale nie gardzący i czystymi frazami. Dużo melodii, wyjazdy w stronę elektroniki, pewne echa STRAPING YOUNG LAD. Tylko mini cd, a i tak ciężko mi było wysłuchać do końca, bo to zupełnie nie moja bajka. Powstrzymam się od oceny. (Marcin)
C/o Ilya Gnatiuk, P.O. Box 12, Moskwa 109263, Rosja.
Various Artists - "Tribute To GUT"
Kolejny już album z cyklu "W hołdzie...". Tym razem przynajmniej kapela, której poświęcono ten materiał już nie istnieje i w kręgach grindowych naprawdę uchodzi za kultową. Mowa o niemieckiej grupie zboczków i degeneratów pierwszej kategorii - czyli GUT!!! Bardzo lubię gore grind, jakimi nas raczyli przez okres swego istnienia i nie mogłem przejść obojętnie obok tego "trybutu". Znalazło się na nim aż 35 kapel, ale kawałków już mniej, bo niektóre się powtarzają w wykonaniu kilku zespołów. Za totalne nieporozumienie uważam zamieszczenie i to trzykrotnie "Consequence" - ULCEROUS PHLEGM, które GUT kiedyś coverował... Co to kurwa ma być - cover coveru? Bezsens i tyle. Zresztą już kiedyś na płycie CARNAL DIAFRAGMY (tu też jest, ale już dobrze opisany) w spisie widnieje ten właśnie utwór jako cover GUT. Chyba nawet już o tym pisałem. Ale do rzeczy. Zaczynają trzej przedstawiciele cyber gore'a: LIBIDO AIRBAG, NUNWHORE COMMANDO 666 i KOTS. Nie będę się znowu rozwodził, że lubię takie granie i powiem tylko, że w ich wykonaniu numery GUT'A nabrały nowego wymiaru. Po dawce mechanicznych dźwięków ruszają kolejne grupy - bardziej i mniej "znane" (tylko jakoś SLAYERA i CRADLE OF FILTH zabrakło, he, he) - naturalnie, że grindowe. Efekt ich "zabaw" z twórczością Niemców jest różny, ale totalnej chały to raczej nikt nie odpierdolił, no może poza trzema, o których później. Nie są to oczywiście w żadnym wypadku skomplikowane kawałki, ale mają swój chory klimat i za to się ich, tj. GUT uwielbia. Podoba mi się VAGINAL CARNAGE, NEURO-VISCERAL EXHUMATION, świry z GRONIBARD, nieznany mi wcześniej NAMEK (najdłuższy numer), BOWEL STEW, recenzowany już CLITEATER. Zresztą firmy już uznane dupy nie dały (m.in. CEREBRAL TURBULENCY, AHUMADO GRANUJO, OXIDISED RAZOR, BUTCHER ABC i inne). Z tych mniej oblatanych w podziemiu dobre wrażenie pozostawiły MAGGUT, wspomniane NAMEK i VAGINAL CARNAGE. Owa chujowa trójca to: HIPERMENORREA (dobrze, że nie hipermarket, he, he), TOURETTE SYNDROM (jeśli na to chorują, to się nie dziwię...) oraz AMOK. Cieniutki jest też SHUNT INCISION. W sumie nienajgorszy to "tribute", ale zdecydowanie bardziej polecam oryginał. (Marcin)
SANITYS DAWN/ FETUS EATERS - split CD
Koalicja dwóch nie przepadających za sobą państw. Jednak wiadomo, że grind to muza ponad podziałami (he, he) i nawet Niemiaszki i Angole jakoś się ze sobą dogadają. Łącznie aż 43 "rozmówki" niemiecko-angielskie: 15 SANITYS DAWN, reszta FETUS EATERS. Niemcy zaczynali od gore grindu, ale na ostatnich materiałach poszli bardziej w stronę crust/grind i na splicie kontynuują tą drogę. Szybkie kawałki, nieco punkowe gitary tworzące nieskomplikowane patenty, krzyczący wokal (i po angielsku i po niemiecku), bezustanna jazda na wysokich obrotach. Energia bijąca z tej "piętnastki" mogłaby zasilić średniej wielkości miasteczko, he, he. Zawsze lubiłem ten zespół, zarówno ze starszych gore'owych czasów, jak i obecnych i z czystym sumieniem mogą polecić ich część splitu, wszystkim myślącym podobnie - dostaniecie to, czego oczekujecie. Wydawałoby się, że "Zjadacze Płodów" zdominowali CD, bo zapodali więcej utworów, ale będzie to błędna analiza, bo dla nich "piosenka" w okolicach 1,5 minuty to już prawdziwy tasiemiec i rzadko zapędzają się tak daleko. Jest to klasyczny przykład popierdolonej kapeli, a takie w moim rankingu stoją wysoko. Nie to, że wezmą sobie instrumenty i coś pograją, oni muszą zrobić dzicz i oborę. A to wrzucą jakąś odjechaną trąbkę lub harmonijkę ustną, a to wokalista wrzeszczy jak niemowlę, które się właśnie zesrało czy dziki z buszu, gitarzyści też często sprawiają wrażenie, jakby każdy grał w innym zespole. Te króciutkie kawałki są tak zamieszane i tyle się w nich dzieje, że niech się schowają "Esmeralda" i "Kachorra to ja" razem wzięte. A żeby było śmieszniej, to chłopaki przy okazji robią sobie niezłe jaja. Naprawdę "obłędna" kapela. (Marcin)
GRIMNESS/HOLOCAUSTO CANIBAL "Do The Right Thing"/ "Libido Dispareunia" - split CD
Wspólne wydawnictwo dwóch załóg z cieplejszej części Europy. GRIMNESS jest z Włoch, a ów stuff otrzymałem na jednym z koncertów, który im zorganizowałem podczas ich europejskiej trasy. GRIMNESS to najprościej mówiąc grind, ale jako jeden z nielicznych w tym gatunku o tak wyraźnym antychrześcijańskim , czy może raczej antyreligijnym w ogóle nastawieniu. Nie bawią się w plecienie misternych i zawiłych dźwięków, ich muza to krótkie, a wręcz momentami króciuteńkie (wiele "piosenek" trwa po kilka sekund) wybuchy furii - szybkie napierdalanie w bębny, ostre rwanie strun i wściekłe krzyki, uchodzące gdzieniegdzie za wokal. Grind wymieszany z punkiem + podejście z cyklu "In God We Fuck" (jeden z tytułów zresztą). HOLOCAUSTO CANIBAL natomiast reprezentuje nieliczną grupkę brutalnych aktów z Portugalii. Naprawdę niewiele kapel dociera do nas z tamtych rejonów, w przeciwieństwie do takiej Hiszpanii, ale HC nie ma się czego wstydzić. Są przedstawicielami death metalu, dość brutalnego, ale o jakimkolwiek przekraczaniu barier ekstremy nie myślą. Łupią swoje w średnich tempach, przyozdobionych niskim growlem i potężnym brzmieniem. Należą do tej części sceny, którą fascynuje medycyna, ale nie ta, jaką uprawia dr Zosia z Leśnej Góry, a ta z cyklu skalpelem po jajach, nożyczkami po odbycie. Jak na mój gust trochę przeginają pałę z długością intr, ale jak tak lubią, to ich brocha. Jako bonus dostajemy trzy kawałki - w tym intro od którego zaczęli występ na FTC'04 - koncertowe, z jakiegoś festu. (Marcin)
Grindmind Records, Michele Carrescia, Via Rosta No 1, 31055 Quinto Di Treviso, Włochy.
OXIDISED RAZOR "...Carne... Sangre
"
Drugi album Mexicaneros przynosi niezapomnianą dawkę wrażeń. A tak poważnie to czterech Latynosów, wyglądających jak sprzedawcy ryb z bazaru, znaczy niespecjalnie wyjściowo, przyrządziło nam niezłą potrawę złożoną z dużej ilości gore'a, grindu, sampli z horrorków, dwóch coverów (NAPALM DEATH i NECRONY) i ukrytego kawałka. Jest u nich, to co uwielbiam w kapelach z tamtej części świata, ta specyficzna dzikość, chropowatość, tutaj na dodatek przedzielana typowymi grindowymi rytmami, miejscami dość "przebojowymi", he, he. Raczej nie przesadzają z prędkościami, ale jest i parę zdecydowanych zrywów, wokalista chyba wspomaga się jakimś cackiem, a jeśli nie, to nie chciałbym z nim pogadać przez telefon. Bez żadnych fajerwerków muzycznych, ale to właśnie prostota stanowi ich największą siłę. Na klapsa zasłużyli za cienką okładkę, na którą składa się kolaż gołych dup i zwłok, jakie spływają z monitora podczas buszowania w necie. Ale lubię tych śniadych młodzieńców, a i oni chyba lubią nas, bo prężą się na fotkach w koszulinach DEAD INFECTION i SQUASH BOWELS. (Marcin)
Obliteration Records, 3-41-16 Sumida-ku, Tokyo 131-0031, Japonia.
SUMMON "Fallen"
Parę zespołów o tej nazwie błąka lub błąkało się po świecie, ale ten jest chyba najbardziej szanowany (grają już od 1991 roku), a przede wszystkim konsekwentny w szerzeniu zła. Ich nowy album wbrew nazwie nie ma nic wspólnego z "upadkiem", przynajmniej kapeli, bo ta jest w świetnej formie. Xaphan i jego diabelscy pomocnicy upodobali sobie jako narzędzie zbrodni death/black w bardzo smakowitej postaci. Szybki, kopiący po dupie, a jednocześnie dość chwytliwy w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Mnóstwo klasycznych riffów doprawionych konkretnym prędkościami perkusji i skrzekliwym głosem - tak w guście Pete'a z ANGEL CORPSE. Muza agresywna, a jednocześnie... kurwa przebojowa! Refreny szybko wpadają w ucho, umiejętnie wyważone partie solowe świetnie korelują z resztą, aż się chce podążyć za Xaphanem w jego antychrześcijańskiej krucjacie. Bardzo dobra to płyta i nie dla lalusiów, wbrew temu co napisałem o jej "hitowości". Koniecznie musicie ją zdobyć, a wtedy w mig zrozumiecie o co mi chodzi. Za idealny opis tej płyty mogą posłużyć słowa będące tytułem jednego z utworów: "Loud As Hell Fast As Fuck". Nic dodać, nic ująć... (Marcin)
summon@voyager.net
INTERIOR "Promo Only"
Sporo w ostatnich w kilku miesiącach nazbierało mi się materiałów z Polski. Chyba najwyższy czas nadrobić zaległości i opisać pokrótce każdy z nich. Na początek INTERIOR ze Świdnika. 5 utworków utrzymanych w konwencji thrash metalu z niewielką dawką death metalu (growlowane niektóre partie wokalne). Nie za brutalnie, ale i nie za słodko. Dość chwytliwie, ale z pazurem. Cztery autorskie kompozycje niczym szczególnym nie zaskakują, ot można przy nich potupać nóżką przy piwku. Nienajgorszy jak na debiutantów warsztat techniczny, trochę solówek, kapela raczej nadająca się na koncerty w małych knajpach czy klubikach, niż do słuchania w domu - przynajmniej jak dla mnie. Zresztą na koniec mamy dodatek w postaci wersji live "Blinded By Fear" AT THE GATES - lecz o za słabej jakości, by przekonać się, czy miałem rację w powyższym stwierdzeniu. Bez obciachu, ale wstrząśnięty też nie jestem. (Marcin)
interior01@wp.pl
FAECES "Vertex"
FAECES to młoda krakowska formacja, która dopiero szuka swojego miejsca w undergroundzie. Słyszałem ich wcześniejsze dokonania i były one oględnie mówiąc dość średnie, "Vertex" w porównaniu do nich prezentuje się ciekawiej, co nie znaczy że rewelacyjnie. Przede wszystkim jest zdecydowanie za długi - prawie 50 minut na tym etapie grania to stanowczo zbyt dużo, nie jesteście jeszcze VITAL REMAINS, którzy mogą sobie pozwolić na taki krok i nie być nużący. No właśnie, to stanowi główny, choć nie jedyny zarzut w stosunku do "Vertex" - chociaż utwory są dość rozbudowane, sporo się w nich dzieje i słychać, że krakowianie nie odpierdalają pańszczyzny i potrafią zaintrygować (nie jest to łatwo przyswajalna muzyczka, oj nie), to wraz z czasem trwania zaczynają przynudzać. Nagrań dokonano w zaimprowizowanych, domowych warunkach ,ale na szczęście nie trzeba się zastanawiać, czy coś gra, czy to tylko szum w uszach. Brzmi to nienajgorzej, irytuje jednak stukający automat (znowu!) nienajlepiej zaprogramowany, a gitarom brakuje mięsa. O wiele bardziej podobają mi się w wolniejszych, walcowatych partiach, bo jak już wchodzą na szybsze rejestry to przez tą nieszczęsną maszynkę i szeleszczące gitarki tracą na mocy. Ograniczyłbym też solówki, upychane co i rusz, przez co miejscami stają się męczące i nieprzystające do brutalnej całości. Niezłe są wokale - głównie growle, od czasu do czasu pojawiają się skrzeki. Na dzień dzisiejszy jest to dość interesujący death metal, trzeba mu tylko żywego bębniarza i studia z prawdziwego zdarzenia.
faeces@wp.pl
CROPMENT - Braindrain Timeslavery
Niestety czasem zdarzają się takie zespoły, które już od pierwszych taktów swojej muzyki skutecznie zniechęcają do siebie słuchaczy. I do takich kapel zaliczyłbym na pewno Cropment. Pomijam już brzmienie, które zresztą ma też ma wpływ na moje zdanie co do tej kapeli, ale wokal i same utwory skutecznie mnie zniechęciły. Panowie męczą death metal, ale tak kiepski i wtórny, że szkoda tracić na nich czas. Dobrze, że to tylko 3 kawałki, bo inaczej chyba bym się nie zmusił do wysłuchania całości. I nigdy więcej do tego nie wrócę. Uff... (Maciek)
fastbeast@hotmail.com
DIMENTIANON - Seven Suicides
No nic, ta kapela również za wielkiego wrażenia na mnie nie zrobiła, ale jest zdecydowanie lepsza od tych powyżej. Panowie grają coś z pogranicza death/black metalu z dodatkiem thrashu... w każdym razie oldschoolowo, ale niestety bezjajowo. Takie sobie pitu pitu przez pół godziny - czasem znajdą się jakieś ciekawe fragmenty, ale one nie ratują całości. Szkoda, że zespół nie wybrał tylko tych najlepszych motywów i z tylko z tego nie sklecił tego wydawnictwa, bo wtedy na pewno miałbym o nich inne zdanie . A tak, to mogę powiedzieć że to nudna dłużyzna. Na pochwałę zasłużył ciekawie zaprojektowany booklet, ale tego się akurat nie da posłuchać... (Maciek)
paragonsnuff@aol.com
GOD DETHRONED "The Lair Of The White Worm"
Latka panie lecą, a tu już 6-ty album holenderskiej formacji dowodzonej przez niestrudzonego Henriego leży przed moimi pięknymi oczętami. I ten zaprawiony w bojach załogant postanowił deczko odświeżyć skład, przyjmując paru nowych członków, odstawiając na półkę starych, a pierwszym ich wspólnym dokonaniem jest właśnie "The Lair Of The White Worm". Nie odkrywają oni na niej Ameryki, ani na szczęście tzw. nowych horyzontów, objawiających się zazwyczaj totalnym skurwieniem delikwentów, ale z zapałem kontynuują to, co zaczęli ładnych parę lat temu. Szybki (naturalnie nie przez cały czas) death metal z domieszką czarciej sztuki, a nawet miejscami core'owej motoryki, spora doza chwytliwej, ale na szczęście nie przesłodzonej melodii czynią ten album przyjemnym kąskiem dla fanów różnego rodzaju metalu. Jest to bardzo energetyczne granie i mam wrażenie, że nowi ludzie wnieśli do GOD DETHRONED powiew świeżości. W obrębie swojego charakterystycznego stylu (blasty, melodia, świdrujące sola, wokale Henriego) stworzyli naprawdę udany stuff. (Marcin)
VOMIGOD "Promo 2004"
Zielonogórski VOMIGOD gościł już na naszych łamach w dziale recenzji, ale zagości po raz drugi. Jest ku temu okazja - trzy utworki spięte w całość jako "Promo 2004". Krótki to materiał acz treściwy. Brutalny death metal z niewielkim dodatkiem grindu w niektórych partiach. Kawałki niezbyt szybkie - a "Respirator" to nawet bardziej walec, niż ekspres - ale posiadające kopa, całkiem nieźle brzmiące, z ciekawie rozwiązanymi wokalami - między growle wpleciono histeryczne wrzaski. Fajnie się tego słucha i chciałbym dostać dłuższy stuff, bo ten mija szybko i ma się ochotę na jeszcze. Chyba o nich jeszcze usłyszymy. (Marcin)
Radek Śpiewak, Os. Pomorskie 4a/1, 65-548 Zielona Góra.
|